A złamałem swoje zasady – święta minęły więc może coś się zmieniło – odpaliłem w kompie stronę wiadomego portalu, któremu pomagałem kiedyś wejść na gostyński rynek medialny. Wbrew sobie przeczytałem kilkanaście komentarzy na swój temat. I zdziwiłem się i zaskoczyłem potężnie. Nie treścią komentarzy – wiem, że pisze je zaledwie kilka osób –będąc kiedyś administratorem tego portalu, miałem możliwość przyjrzenia się tzw. „komentatorom”. Piszą po 10 a nawet 15 komentarzy. Zresztą nie o Maksimusy, czy według określenia Ziemkiewicza, inne „mendy internetowe” (MI) chodzi. Zaskoczyło mnie coś innego. Aż zatkało! Kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt wpisów pełnych agresji, bezpodstawnych zarzutów, oskarżeń, celowych kłamstw (nietrudno domyślić się autora!!!), przypadają na Wigilię i okres świąt! Tych świąt! Świąt opartych na radości z narodzenia Jezusa, dzieleniu się opłatkiem, radością, ciepłem rodzinnym i tym wszystkim z czym mogą kojarzyć się grudniowe święta! Jak potężna siła zła i nienawiści musi tkwić w tych ludziach, by na kilkadziesiąt minut przed Wieczerzą siąść do komputera i celowo obrzucać kogoś błotem? Albo w dniu następnym po powrocie z kościoła. To już chyba nie jest zwykła nienawiść – to choroba. Niebezpieczna choroba. Ale odsłania prawdziwą twarz ludzi piszących, a właściwie bluzgających nienawiścią.
Komentarze bolą – bo ktoś świadomie wprowadza czytających w błąd. Nie potrafi stanąć i prosto w oczy postawić oskarżenie, a z ukrycia można opluć. A czytają je wszyscy, także rodzice, dzieci, znajomi…
Jest określony sposób bluzgi w komentarzu. Żeby nie można było się bronić, wytoczyć sprawę o zniesławienie, MI stosują określenia „Pan X”, „Pan Grzegorz” itp. To czyni ich praktycznie bezkarnymi. Zmieniają również imiona na żeńskie, często podają się za byłych znajomych, byłych zwolenników itp. Autora można jednak łatwo rozpoznać - MI nie potrafi przy tym zmienić swojego stylu, częstych zwrotów i określeń, których równie często używa w normalnej rozmowie. Także zakres posiadanej przez MI wiedzy, w tym przypadku na mój temat, jasno wskazuje, że dany MI to ktoś związany z pracą samorządową. Żałosne to, ale wiele złego robi. Bo jakże zły musi być człowiek kłamliwie opluwający drugiego człowieka w Święta Bożego Narodzenia?
skomentuj (3)
Europejski Trybunał Praw Człowieka zawyrokował, że „wieszanie krzyży w klasach narusza prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz łamie prawo uczniów do wolności religijnej.” Aż mnie zatkało! I to wcale nie zszokował mnie wyrok – tego można było się spodziewać. Jest w tym wydarzeniu coś bardziej tragicznego. W każdym z doniesień mowa o przedmiocie – o krzyżu. Symbol chrześcijaństwa, ale także symbol poświęcenia dla innych, symbol miłości i wiary ludzi został sprowadzony do roli skrzyżowanych prostych. Stał irytującym, przeszkadzającym komponentem wyposażenia ściany szkolnej! I to dla Europejki! Bo wyznawcy islamu uznają istnienie Jezusa i, choć inaczej niż chrześcijanie, szanują jego naukę. Zauważają uniwersalizm symbolu krzyża – miłości. Ale Europejski Trybunał Praw Człowieka zawyrokował, że ważniejsza dla wychowania dziecka jest tzw. wolność, która tak właściwie opiera się na nietolerancji. Nietolerancji bardziej wobec dobra, niż zła!Bo wolność jest relatywna.
Czy potępimy pedofila? Oczywiście! Zawsze! Tak z oburzeniem odpowiemy. Czyżby? A jeżeli jest artystą? Jeżeli jest znanym reżyserem? Wówczas pojawiają się u niektórych wątpliwości. Może sama sprowokowała biednego reżysera? Przecież jest zasłużony dla kinematografii, sztuki… Pedofil pedofilowi nie równy!
Zresztą, o ile sąd potrafi zdefiniować, czym jest „krzyż”, którego zabrania wieszać w szkole, o tyle przez lata zupełnie nie można zdefiniować pojęcia pornografii. Pomijam tutaj kwestie zgody, czy zakazu pornografii – zwracam tylko uwagę do powszechny dostęp do niej przez dzieci. Nieuświadomiony myślałem, że serwisy z filmami porno dostępne są po wpłaceniu kartą kredytową czy płatniczą sporej sumy. Z błędu wyprowadzili mnie … uczniowie! Na podanych stronach (nie będę reklamował) można za darmo obejrzeć filmy nawet kilkudziesięciominutowe. Do wyboru każda kategoria. Całkowicie wolny wstęp po uprzednim zaakceptowaniu regulaminu i podaniu, że się ma ukończone 18 lat. Oczywiście każdy nieletni widząc takie ograniczenia grzecznie zamknie stronę i nie przejdzie dalej! „Filmy” mają działy „gay” oraz „teens”, gdzie moim zdaniem udział biorą dzieci. I co na to różne europejskie trybunały? Gdzie nadzór nad tą branżą? Bezsilność jest straszna.
Ale to właśnie Krzyż – symbol pozytywnych wartości godzi w czyjąś godność, a ogólnodostępna pornografia jest symbolem nowoczesności i wolności. Bo nie zasłania go napis: OD LAT 18?
P. S. Fundacja Kidprotect zaczyna docierać ze swoimi akcjami coraz dalej. Proponuję zapoznać się z tą inicjatywą:
http://kidprotect.pl/
http://www.bezpiecznyinternet.org/
http://www.stoppedofilom.pl/
Można też pomóc jako wolontariusz zaangażowany w działalność hotline’u. Tu jednak trzeba mieć potężną odporność psychiczną.
http://kidprotect.pl/2009/10/26/wolontariat-w-hotline/
Czasami trzeba coś powiedzieć. Zdarza się to przy tzw. okazjach. Tłum stoi lub siedzi, a naprzeciw Mówca, który z Ważnej Okazji będzie głosił Rzeczy Ważne. Przemawiają oficjele, a słuchacze… najczęściej nie słuchają! Odpływają w niebyt słowotoku. Gombrowiczowski palec w bucie staje się centrum świata. I tak dobrze, że nie trzeba pilnować kiedy mówca sięgnie po szklanicę z wodą, by entuzjastycznie walić z sił całych dłonią swą w dłoń. Takie czasy godzinnych mów minęły, choć entuzjastów klaki nadal można spotkać. Nawet podczas koncertów muzyki poważnej, na które trafiają czasem „z rozpiski”.
Ale do mów wróćmy. Któryś z działaczy PSL, czy też przedwojennego SL mawiał, że aby mieć szacunek chłopów, trzeba mówić do nich tak długo, aż poczują nogi w d***e!
Stoi taki człek i patrzy z nadzieją, że może Mówca kartki zgubi, może się zatnie, może wiatr mu czapkę porwie lub przypatrujące się niesforne dziecko jakie za nogawkę pociągnie… Może do tego powie: „Tato!”? Kolejna kartka. Może chociaż ptaszyna jakaś ulituje się nad znudzonym tłumem i ofiaruje prezent lecący z kilkudziesięciu metrów np. na głowę? Może coś się wreszcie stanie?! Kolejna kartka.
Jeszcze gorzej jest przy Okazjach, których celebracja odbywa się w zamkniętych pomieszczeniach. Na nic liczyć na wiatr, ptaszka czy nieznośne dziecko! Słowa, słowa, słowa! Kolejna kartka. Kiedy patrzę w Mówcę za pośrednictwem TV, mogę szybko zakończyć nasze wspólne cierpienia. Ale jakoś z przekory słucham i słuchaniem swoim pastwię się nad mówiącym. Wtedy dopiero można znaleźć coś ciekawego: nie zawsze czytający rozumie co czyta. Czasami akcentujenie to słowo w zdaniu, które powinien, czasami przekręca sens, czasem po prostu można poczuć, że Mówca nie czuje, tego co mówi. A nam wolno powiedzieć, że takie są nasze odczucia tej mowy bez czucia J.
Choć dziś już rzadko, ale zdarzy się czasem usłyszeć kogoś, kto mówi nie słowami, nie z kartki, a z serca. Mówi nie schematem, a przekazuje coś ważnego. Nie znane wszystkim banały, a własne odczucia. Nie jest to łatwe i nie jest to „politycznie” poprawne. Bo ważne przecież by poczuć nogi w d***e!
skomentuj (0)
„Wprost” zawsze czytałem od końca. Tam znajdowały się felietony budzące emocje. Politycznie: od Janusza Korwina Mikke po Tomasza Nałęcza. I mimo, że nie zawsze podzielałem ich poglądy, zawsze można było znaleźć coś co burzyło utarte schematy, zmuszało do dyskusji, do myślenia. Dziś ostał się jeno Skiba! Balansujący na kabaretowo-kpiarsko-refleksyjnym podejściu, potrafi w jednym tekście przepływać pomiędzy zagadnieniami. Dobre to i czyta się świetnie. O krowie, odmowie i odmowach odbierania nagród, po „bunt” pióra Kaczyńskiego, które później kupił Palikot za 18 tysięcy. I czyta się świetnie podziwiając kunszt zabawy słownej Skiby. Tylko, że jakoś czasem przychodzi znana refleksja: ale o co tu chodzi? Gdzie poświęcone jednemu zagadnieniu, prezentujące stanowisko felietony? Teraz tematem staje się pióro prezydenta. I ustawa szczypiorkowa!
„Tak, by nam się serce śmiało do ogromnych, wielkich rzeczy. A tu pospolitość skrzeczy...” – bo jak w jednym z poprzednich felietonów zauważył Skiba: 20 lat temu jeszcze dyskusje pomiędzy politykami odnosiły siędo kwestii światopoglądu, idei. Przed 10 laty walczono wokół zagadnień i rozwiązań technicznych. Dziś debata polityków w TV skupia się na „Pan jesteś…..”, „A Pan byłeś…”. Ideowość zastąpiona została skutecznością oddziaływania na odbiorców-wyborców. Tylko to pozostało? Tylko taka sfera pozostała w gestii zainteresowań społeczeństwa?
skomentuj (1)
Właściwie to dzisiejsza konferencja na temat roli Internetu "natchnęła" mnie do założenia bloga. Zresztą - sytuacja polityczna miała również wpływ na decyzję.
Rozmawiałem z kilkoma osobami siedzącymi w polityce od lat i każda zadała to samo pytanie: „Ale tak naprawdę dlaczego zerwaliście koalicję? Bo nie chodzi o 800 złotych, ani o metody”.
Tak trudno zrozumieć, że nie można siadać do stołu rozmów i udawać, że wszystko jest w zupełnym porządku z osobą, której zupełnie już nie możemy zaakceptować? Bo czas tolerowania pewnych działań się wyczerpał. Bo ilość uzyskanych informacji o tej osobie spowodowała, że dalsza współpraca okazała się niemożliwa. Czy to takie trudne do zrozumienia? A może też przyszedł czas na bardziej dojrzałe spojrzenie z innej perspektywy. Bo pewnych metod działania już nie chciałem akceptować. Szczególnie po zawiązaniu ścisłej współpracy z pewnym blogiem, który mieni się być portalem (ilość „jadu”hektolitrami ścieka z tej strony). Koledzy z Forum postanowili, że cierpliwość już się wyczerpała, a ja przestałem mieć opory typu kwestii lojalności i wierności wzajemnego układu sprzed trzech lat. Spodziewałem się ataku. Sam kiedyś też należałem do „bulterierów” i choć zawsze starałem się atakować problem, a nie człowieka – dziś nie wiem, czy zawsze mi się to udawało.
Miało być kulturalne "rozejście się", ale nie liczyłem na to. I tym razem machina zemsty, chęci osobistego „wykończenia” ruszyła. Bezsensowne oskarżenia wsparte przez poszukiwanie tzw. „haka”. Od zdjęć mojego samochodu parkującego na chodniku (skoro nie parkuję na ścieżce rowerowej, to chociaż za to, że może kapać mi olej z silnika), po kwestię czy na tzw. L- 4 mogłem uczestniczyć w szkoleniu dla radnych. Że nie wspomnę o wcześniejszych "rewelacjach" dotyczących mojego życia osobistego. Jakby osoby stojące za tymi działaniami czekały właśnie na beatyfikacje.
Myślę, że kilka wyjaśnień na początek było koniecznych. Należało się wielu pytającym.
I do tego dzisiejszy spektakl „Szaweł”… Wspaniałe przedstawienie, które odebrałem bardzo osobiście…
skomentuj (3)